Co my tu robimy?

Na dzień dzisiejszy, biorąc wszystko to czego do tej pory doświadczyłem i czego się nauczyłem, mogę z dużą pewnością stwierdzić, że ten czas, który jest nam dany mamy wykorzystać na wewnętrzny rozwój. Tylko to się liczy. Wszystko inne jest jedynie środowiskiem, w którym ten rozwój następuje. Nie ma znaczenia ile aplikacji komputerowych stworzę, ile wnętrz zaprojektuję, ile zarobię pieniędzy i tym podobne. To wszystko nie ma znaczenia, jeśli nie rodzi się z Miłości i ku Miłości nie zmierza.

Najważniejsze w tym rozwoju jest to, że mamy w nim absolutną wolność. Miłość jest w tym Świecie jedynie jedną z wielu opcji. Wydaje się ona na pierwszy rzut oka mało korzystna, ponieważ zaprasza do dawania z siebie, bez oczekiwania na rewanż, wykraczania poza utarte schematy. Skłania nas do łamania własnych barier i przekraczania lęków. Nakazuje wyjście daleko poza nasze strefy komfortu i zwrócenie się ku innym. Tylko tak można poczuć, że się żyje. Wszystko inne wprowadza nas w izolacje.

Bardzo często temu głównemu pytaniu, towarzyszy inne: „Dlaczego jest tu tyle zła?”. Mam wrażenie, że dlatego jest ono tutaj obecne, ponieważ sami chcieliśmy poznać Świat, w którym Miłość nie jest oczywistym wyborem, ale jedynie opcją. Drzewo poznania Dobra i Zła nas skusiło. Uwierzyliśmy „Największemu kłamstwu”. Z mojej perspektywy każdy dzień jest nauką wybierania Miłości jako przewodniczki, świadomego wracania do utraconego na własne życzenie raju. Im więcej z nas będzie na serio inwestować swój czas w budzenie Ducha Miłości w nas, tym łatwiej będzie nam tu egzystować. Mamy do wyboru Życie lub Śmierć. Nikt nas nie potępia. To my sami dokonujemy codziennie wyboru w jakim świecie chcemy żyć i taki będzie nam dany.

Musimy budzić w sobie wrażliwość na wszystko co rodzi się w nas z bezinteresownej miłości. Z tej, która nie szuka własnej korzyści, ale jej celem jest dobro nas wszystkich. Wiem, że tylko tak można walczyć ze złem – przez dobro i poszukiwanie prawdy, również tej bolesnej. Wszystko co robimy musi być autentyczne, bez cienia udawania, wypływające prosto z wnętrza, bez żadnych filtrów i masek. Owszem, stajemy się wówczas bardziej bezbronni, łatwiej jest nas zranić, ale jest to naturalna konsekwencja bycia szczerym. Nie widzę innej drogi.

Świat chce nas podzielić, aby było nami łatwiej manipulować. Ukryć Prawdę w nawale fałszywych i sprzecznych ze sobą informacji. Jesteśmy jednak wyposażeni w narzędzie, które, jeśli dobrze o nie zadbamy, pozwoli nam rozpoznać wszelki fałsz i wszelką próbę podzielenia nas. Jest nim nasz duch, który najzwyczajniej w świecie „wie”. Wielu z nas, którym słowo „dusza” nie przechodzi przez gardło nazywa ją podświadomością, szóstym zmysłem lub intuicją. Niestety aktualnie robi się wszystko, abyśmy z niej nie korzystali, ani jej istnienia sobie nie uświadamiali.

Wierzę, że gdy pozwolimy się prowadzić Miłości, odkryjemy, że jesteśmy na drodze do „jedności od wewnątrz”. Zrozumiemy, jak piękne są słowa Chrystusa o tym, że wszystko co uczyniliśmy naszym braciom, jemu uczyniliśmy. Dotrze wreszcie do nas bezsens wzajemnego mordowania się, poniżania, okradania, okłamywania, wykorzystywania i poznamy jak wiele możemy wspólnie zrobić. Jeśli zanurzymy się w Miłości odkryjemy bezsens naszych podziałów, ale o tym w „Dokąd idziemy?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *